Punczki z powidłami na tłusty wtorek: Różnice pomiędzy wersjami

m clean up
 
(Nie pokazano 4 pośrednich wersji utworzonych przez tego samego użytkownika)
Linia 19: Linia 19:
  }}, tłum. własne }}
  }}, tłum. własne }}


Toż to błąd na błędzie! Wszak „pączki” i „paczki” to zupełnie różne rzeczy, a czegoś takiego jak „punczki” to w ogóle nie ma. Dzień jedzenia pączków to przecież tłusty czwartek, a nie żaden tłusty wtorek. No i od kiedy powidła śliwkowe (i to z suszonych śliwek!) są tradycyjnym nadzieniem do pączków? Ach ci głupi Amerykanie, takie bzdury piszą!
Toż to błąd na błędzie! Wszak „pączki” i „paczki” to zupełnie różne rzeczy, a czegoś takiego jak „punczki” to w ogóle nie ma. Dzień jedzenia pączków to przecież tłusty czwartek, a nie żaden tłusty wtorek. No i od kiedy powidła śliwkowe (i to z suszonych śliwek!) są tradycyjnym nadzieniem do pączków? Ach ci głupi Amerykanie, takie bzdury piszą!


Ale jak się nad tym zastanowić, to rozbieżności między polsko-amerykańskimi „punczkami” i rdzenno-polskimi pączkami pewnie nie wzięły się znikąd. A zatem skąd?
Ale jak się nad tym zastanowić, to rozbieżności między polsko-amerykańskimi „punczkami” i rdzenno-polskimi pączkami pewnie nie wzięły się znikąd. A zatem skąd?
Linia 37: Linia 37:
Popularne amerykańskie wyjaśnienie, że pączki to „małe pakunki wypełnione dobrem” ([https://twitter.com/BethelBakery/status/949661885393199105 „''little packages of goodness''”]) jest więc tyleż słodkie, co błędne. Ale jest to błąd zrozumiały; w angielskim ogonków nie ma, więc nie dziwi, że osoby anglojęzyczne mylą „pączki” z „paczkami”. Bardziej może Polaków zdumiewać, a nawet irytować, że anglojęzyczni na pojedynczy pączek mówią „''a paczki''”, a na wiele pączków – „''paczkis''”. Ci sami Polacy nie mają za to problemu z chodzeniem w ''dżinsach'', chrupaniem ''czipsów'', słuchaniem ''Beatlesów'' (dlaczego nie „w dżinach”, „czipów” i „Beatle'ów”?), ani z odmnogowianiem wielu innych zapożyczeń z angielszczyzny. Depluralizacja zapożyczeń to zjawisko powszechne i nie ma się na co zżymać.
Popularne amerykańskie wyjaśnienie, że pączki to „małe pakunki wypełnione dobrem” ([https://twitter.com/BethelBakery/status/949661885393199105 „''little packages of goodness''”]) jest więc tyleż słodkie, co błędne. Ale jest to błąd zrozumiały; w angielskim ogonków nie ma, więc nie dziwi, że osoby anglojęzyczne mylą „pączki” z „paczkami”. Bardziej może Polaków zdumiewać, a nawet irytować, że anglojęzyczni na pojedynczy pączek mówią „''a paczki''”, a na wiele pączków – „''paczkis''”. Ci sami Polacy nie mają za to problemu z chodzeniem w ''dżinsach'', chrupaniem ''czipsów'', słuchaniem ''Beatlesów'' (dlaczego nie „w dżinach”, „czipów” i „Beatle'ów”?), ani z odmnogowianiem wielu innych zapożyczeń z angielszczyzny. Depluralizacja zapożyczeń to zjawisko powszechne i nie ma się na co zżymać.


Ale najbardziej kuriozalna zdaje się polsko-amerykańska wymowa słowa „pączki”. Pomijam tu, że angielskie „p” jest w nagłosie bardziej przydechowe, a „cz” bardziej zębowe – to mało kto zauważa; skupmy się na samogłosce. Jasne, samogłosek nosowych w angielskim nie ma, ale przecież dało by się zbliżyć do polskiej wymowy, mówiąc „ponczki” (''paunch-key''), z czym anglofoni już powinni dać sobie radę. Oni jednak z jakiegoś powodu wolą mówić „punczki” (''poonch-key''). Zanim jednak zaczniemy ich z poczuciem fonetycznej wyższości poprawiać, zastanówmy się, czy aby na pewno słowa „punczek” nikt w Polsce nigdy nie mówił ani nie słyszał.
Ale najbardziej kuriozalna zdaje się polsko-amerykańska wymowa słowa „pączki”. Pomijam tu, że angielskie „p” jest w nagłosie bardziej przydechowe, a „cz” bardziej zębowe – to mało kto zauważa; skupmy się na samogłosce. Jasne, samogłosek nosowych w angielskim nie ma, ale przecież dałoby się zbliżyć do polskiej wymowy, mówiąc „ponczki” (''paunch-key''), z czym anglofoni już powinni dać sobie radę. Oni jednak z jakiegoś powodu wolą mówić „punczki” (''poonch-key''). Zanim jednak zaczniemy ich z poczuciem fonetycznej wyższości poprawiać, zastanówmy się, czy aby na pewno słowa „punczek” nikt w Polsce nigdy nie mówił ani nie słyszał.


Oto garść przykładowych wypowiedzi w gwarach z różnych części Polski, które udało mi się znaleźć w Internecie:
Oto garść przykładowych wypowiedzi w gwarach z różnych części Polski, które udało mi się znaleźć w Internecie:
Linia 127: Linia 127:
  | wydawca  = Instytut Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego
  | wydawca  = Instytut Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego
  | rok      = 2010
  | rok      = 2010
  }}</ref> (z tym że akurat na Śląsku najczęściej nie mówi się ani „pączki”, ani „pónczki”, tylko „kreple” – ale do tego jeszcze wrócimy). A&nbsp;drogą migracji wymowa ta ewidentnie dotarła też za ocean, nad brzegi Wielkich Jezior, co niewątpliwie musiało nastąpić jeszcze zanim szkoły, radio i&nbsp;telewizja ujednoliciły polszczyznę na tyle, że w&nbsp;„Starym Kraju” nikt już dziś o&nbsp;„pónczkach” nie pamięta.
  }}</ref> (z&nbsp;tym że akurat na Śląsku najczęściej nie mówi się ani „pączki”, ani „pónczki”, tylko „kreple” – ale do tego jeszcze wrócimy). A&nbsp;drogą migracji wymowa ta ewidentnie dotarła też za ocean, nad brzegi Wielkich Jezior, co niewątpliwie musiało nastąpić jeszcze zanim szkoły, radio i&nbsp;telewizja ujednoliciły polszczyznę na tyle, że w&nbsp;„Starym Kraju” nikt już dziś o&nbsp;„pónczkach” nie pamięta.


== Mięsopust prawy ==
== Mięsopust prawy ==
Linia 144: Linia 144:
  }}</ref> Ale zdarzało się też, że jakaś lokalna społeczność, chcąc przebłagać Boga za grzechy w&nbsp;obliczu jakiejś katastrofy (no bo jak trwoga, to wiadomo, do kogo), zobowiązywała się do jeszcze surowszego postu niż ten nakazany odgórnie przez władze kościelne i&nbsp;ten zaostrzony post obowiązywał ich przez lata, dopóki jakiś biskup, czy nawet sam papież, go nie złagodził. Zwyczaje postne bywały więc różne z&nbsp;kraju na kraj, a&nbsp;nawet z&nbsp;diecezji na diecezję. Ogólnie rzecz biorąc, katolicy w&nbsp;całej Europie pościli w&nbsp;głębokim średniowieczu dłużej i&nbsp;surowiej; z&nbsp;czasem zasady te łagodzono, ale w&nbsp;Polsce liberalne nowinki zawsze potrzebowały więcej czasu, żeby się przyjąć. Polacy uchodzili więc przez wieki za szczególnie ostro poszczących, a&nbsp;o&nbsp;Mazowszanach mówiono nawet, że woleliby zabić człowieka (zwłaszcza takiego, co by sam złamał post), niż w&nbsp;piątek zjeść ser.<ref>''Ibid.'', s.&nbsp;173</ref>
  }}</ref> Ale zdarzało się też, że jakaś lokalna społeczność, chcąc przebłagać Boga za grzechy w&nbsp;obliczu jakiejś katastrofy (no bo jak trwoga, to wiadomo, do kogo), zobowiązywała się do jeszcze surowszego postu niż ten nakazany odgórnie przez władze kościelne i&nbsp;ten zaostrzony post obowiązywał ich przez lata, dopóki jakiś biskup, czy nawet sam papież, go nie złagodził. Zwyczaje postne bywały więc różne z&nbsp;kraju na kraj, a&nbsp;nawet z&nbsp;diecezji na diecezję. Ogólnie rzecz biorąc, katolicy w&nbsp;całej Europie pościli w&nbsp;głębokim średniowieczu dłużej i&nbsp;surowiej; z&nbsp;czasem zasady te łagodzono, ale w&nbsp;Polsce liberalne nowinki zawsze potrzebowały więcej czasu, żeby się przyjąć. Polacy uchodzili więc przez wieki za szczególnie ostro poszczących, a&nbsp;o&nbsp;Mazowszanach mówiono nawet, że woleliby zabić człowieka (zwłaszcza takiego, co by sam złamał post), niż w&nbsp;piątek zjeść ser.<ref>''Ibid.'', s.&nbsp;173</ref>


Poszczono w&nbsp;Polsce nie tylko w&nbsp;każdy piątek, ale też w&nbsp;soboty i&nbsp;środy, w&nbsp;wigilię każdego z&nbsp;kilkudziesięciu ważniejszych świąt, w&nbsp;tzw. [[Jeść zdrowo i z humorem#Dietetyka humoralna w praktyce|suche dni]] raz na kwartał, no a&nbsp;do tego jeszcze w&nbsp;adwencie i&nbsp;w Wielki Post, które niegdyś trwały dłużej niż dzisiaj. W&nbsp;sumie, średnio co drugi dzień był postny.<ref>''Ibid.'', s.&nbsp;158</ref> Obecnie Wielki Post obejmuje 40 dni przed Wielkanocą, nie licząc sześciu niedziel, które są po drodze. Dawniej post zaczynał się jeszcze 17 dni wcześniej, ale już w&nbsp;średniowieczu ten dodatkowy post uznano za opcjonalny, tworząc tzw. przedpoście, czyli okres przygotowania do postu właściwego. Uważniejsi czytelnicy być może pamiętają, że o&nbsp;przedpościu wspominałem już, pisząc [[Bajgle, precle, obwarzanki|o preclach i&nbsp;obwarzankach]], czyli o&nbsp;tradycyjnie postnych wypiekach,  oraz o&nbsp;wizycie księżnej mazowieckiej u&nbsp;polskiej królowej Jadwigi. Odwiedziny miały miejsce właśnie w&nbsp;przedpościu; święta Jadwiga zjadła wtedy tylko postne śledzie z&nbsp;obwarzankami, podczas gdy nie aż tak święta księżna raczyła się kurczakiem, rezygnując z&nbsp;opcji poszczenia.<ref>{{ Cyt
Poszczono w&nbsp;Polsce nie tylko w&nbsp;każdy piątek, ale też w&nbsp;soboty i&nbsp;środy, w&nbsp;wigilię każdego z&nbsp;kilkudziesięciu ważniejszych świąt, w&nbsp;tzw. [[Jeść zdrowo i&nbsp;z humorem#Dietetyka humoralna w&nbsp;praktyce|suche dni]] raz na kwartał, no a&nbsp;do tego jeszcze w&nbsp;adwencie i&nbsp;w&nbsp;Wielki Post, które niegdyś trwały dłużej niż dzisiaj. W&nbsp;sumie, średnio co drugi dzień był postny.<ref>''Ibid.'', s.&nbsp;158</ref> Obecnie Wielki Post obejmuje 40 dni przed Wielkanocą, nie licząc sześciu niedziel, które są po drodze. Dawniej post zaczynał się jeszcze 17 dni wcześniej, ale już w&nbsp;średniowieczu ten dodatkowy post uznano za opcjonalny, tworząc tzw. przedpoście, czyli okres przygotowania do postu właściwego. Uważniejsi czytelnicy być może pamiętają, że o&nbsp;przedpościu wspominałem już, pisząc [[Bajgle, precle, obwarzanki|o preclach i&nbsp;obwarzankach]], czyli o&nbsp;tradycyjnie postnych wypiekach,  oraz o&nbsp;wizycie księżnej mazowieckiej u&nbsp;polskiej królowej Jadwigi. Odwiedziny miały miejsce właśnie w&nbsp;przedpościu; święta Jadwiga zjadła wtedy tylko postne śledzie z&nbsp;obwarzankami, podczas gdy nie aż tak święta księżna raczyła się kurczakiem, rezygnując z&nbsp;opcji poszczenia.<ref>{{ Cyt
| nazwisko r = Przezdziecki
| nazwisko r = Przezdziecki
| imię r  = Alexander
| imię r  = Alexander
Linia 167: Linia 167:
W prawosławiu nie ma Środy Popielcowej; Wielki Post zaczyna się w&nbsp;Czysty Poniedziałek, poprzedzony trzema tygodniami przedpościa, kiedy to stopniowo rezygnuje się z&nbsp;kolejnych kategorii produktów spożywczych. I&nbsp;tak, druga niedziela przedpościa zwana jest Mięsopustną, bo to ostatni dzień, kiedy jeszcze można jeść mięso. Przez kolejny tydzień wolno jeszcze spożywać nabiał, ale i&nbsp;z&nbsp;nim trzeba się pożegnać w&nbsp;Niedzielę Seropustną, czyli w&nbsp;niedzielę przed Czystym Poniedziałkiem. Być może kiedyś u&nbsp;katolików też obowiązywał taki system stopniowego wprowadzania postu.<ref>Nie udało mi się znaleźć jednoznacznego potwierdzenia tego domysłu.</ref> Jeśli tak, to „Niedziela Mięsopustna” byłaby jego pozostałością.
W prawosławiu nie ma Środy Popielcowej; Wielki Post zaczyna się w&nbsp;Czysty Poniedziałek, poprzedzony trzema tygodniami przedpościa, kiedy to stopniowo rezygnuje się z&nbsp;kolejnych kategorii produktów spożywczych. I&nbsp;tak, druga niedziela przedpościa zwana jest Mięsopustną, bo to ostatni dzień, kiedy jeszcze można jeść mięso. Przez kolejny tydzień wolno jeszcze spożywać nabiał, ale i&nbsp;z&nbsp;nim trzeba się pożegnać w&nbsp;Niedzielę Seropustną, czyli w&nbsp;niedzielę przed Czystym Poniedziałkiem. Być może kiedyś u&nbsp;katolików też obowiązywał taki system stopniowego wprowadzania postu.<ref>Nie udało mi się znaleźć jednoznacznego potwierdzenia tego domysłu.</ref> Jeśli tak, to „Niedziela Mięsopustna” byłaby jego pozostałością.


Jak już jesteśmy przy poście prawosławnym, to zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz. Jeśli Wielki Post zaczyna się w&nbsp;poniedziałek, to kiedy wypada ostatni dzień, żeby napiec mięsiwa, nasmażyć placków, czy w&nbsp;inny sposób wykorzystać zapasy jedzenia, które w&nbsp;poście trzeba by wyrzucić? Niedziela odpada, bo to dzień święty i&nbsp;o pracy w&nbsp;kuchni nie ma mowy. Piątek i&nbsp;sobota też odpadają, bo tak samo, jak dawniej u&nbsp;katolików, były to dni postne. A&nbsp;więc czwartek. I&nbsp;rzeczywiście, Grecy na przykład, obchodzą swój odpowiednik Tłustego Czwartku, czyli ''Tsiknopempti'' (co można by przetłumaczyć jako „Grylowy Czwartek”).  
Jak już jesteśmy przy poście prawosławnym, to zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz. Jeśli Wielki Post zaczyna się w&nbsp;poniedziałek, to kiedy wypada ostatni dzień, żeby napiec mięsiwa, nasmażyć placków, czy w&nbsp;inny sposób wykorzystać zapasy jedzenia, które w&nbsp;poście trzeba by wyrzucić? Niedziela odpada, bo to dzień święty i&nbsp;o&nbsp;pracy w&nbsp;kuchni nie ma mowy. Piątek i&nbsp;sobota też odpadają, bo tak samo, jak dawniej u&nbsp;katolików, były to dni postne. A&nbsp;więc czwartek. I&nbsp;rzeczywiście, Grecy na przykład, obchodzą swój odpowiednik Tłustego Czwartku, czyli ''Tsiknopempti'' (co można by przetłumaczyć jako „Grylowy Czwartek”).  


Może nasz Tłusty Czwartek też podpatrzyliśmy u&nbsp;wschodnich sąsiadów, przedłużając sobie w&nbsp;ten sposób ostatki aż do sześciu dni? Możliwe też, że zapustne swawole zaczynano odpowiednio wcześnie ze względów bezpieczeństwa; istniało wszak poważne ryzyko, że ostatkowa zabawa we wtorek nieopatrznie przeciągnie się już do Środy Popielcowej – a&nbsp;wiadomo przecież, że „we wtorek zapustny stoi diabeł za drzwiami karczmy i&nbsp;spisuje wychodzących z&nbsp;niej po północy.”<ref>{{Cyt  
Może nasz Tłusty Czwartek też podpatrzyliśmy u&nbsp;wschodnich sąsiadów, przedłużając sobie w&nbsp;ten sposób ostatki aż do sześciu dni? Możliwe też, że zapustne swawole zaczynano odpowiednio wcześnie ze względów bezpieczeństwa; istniało wszak poważne ryzyko, że ostatkowa zabawa we wtorek nieopatrznie przeciągnie się już do Środy Popielcowej – a&nbsp;wiadomo przecież, że „we wtorek zapustny stoi diabeł za drzwiami karczmy i&nbsp;spisuje wychodzących z&nbsp;niej po północy.”<ref>{{Cyt  
Linia 182: Linia 182:


[[File:Karnawał na świecie.jpg|thumb|Zwyczaje zapustne na świecie: ''carnevale'' w&nbsp;Wenecji, ''carnaval'' w&nbsp;Rio de Janeiro, ''mardi gras'' w&nbsp;Nowym Orleanie oraz Tłusty Czwartek w&nbsp;Polsce. Co wybieracie?]]
[[File:Karnawał na świecie.jpg|thumb|Zwyczaje zapustne na świecie: ''carnevale'' w&nbsp;Wenecji, ''carnaval'' w&nbsp;Rio de Janeiro, ''mardi gras'' w&nbsp;Nowym Orleanie oraz Tłusty Czwartek w&nbsp;Polsce. Co wybieracie?]]
Tłusty Czwartek jest też kulminacją karnawału w&nbsp;innych krajach, m.in. we Włoszech (''giovedì grasso''), w&nbsp;Hiszpanii (''jueves lardero''), Szwabii (''Schmotziger Donnerstag''), Luksemburgu (''Fetten Donneschdeg'') i&nbsp;Pikardii (''jeudi jeudyou''). W&nbsp;katolickich krajach południowosłowiańskich (Chorwacji i&nbsp;Słowenii) szczyt karnawału przypada na niedzielę zapustną, kiedy urządza się miejscową wersję chodzenia z&nbsp;turoniem. W&nbsp;krajach nordyckich najbardziej imprezowym dniem ostatków (''Fastelavn'') jest poniedziałek. Podobnie jest w&nbsp;Nadrenii, gdzie obchodzi się ''Rosenmontag'' (często tłumaczony jako „Różany Poniedziałek”, choć nazwa w rzeczywistości pochodzi od gwarowego „''roose''”, czyli „bawić się”), a&nbsp;także w&nbsp;Kornwalii, gdzie jest to Grochówkowy Poniedziałek (''Peasen Monday''), i&nbsp;w innych rejonach Anglii, gdzie tego dnia świętują Bitkowy Poniedziałek (''Collop Monday'', czyli dzień jedzenia bitek wieprzowych). Ale w&nbsp;większości krajów, w&nbsp;tym we Francji, apogeum karnawału to tradycyjnie ostatni możliwy dzień na zabawę, czyli Tłusty Wtorek.
Tłusty Czwartek jest też kulminacją karnawału w&nbsp;innych krajach, m.in. we Włoszech (''giovedì grasso''), w&nbsp;Hiszpanii (''jueves lardero''), Szwabii (''Schmotziger Donnerstag''), Luksemburgu (''Fetten Donneschdeg'') i&nbsp;Pikardii (''jeudi jeudyou''). W&nbsp;katolickich krajach południowosłowiańskich (Chorwacji i&nbsp;Słowenii) szczyt karnawału przypada na niedzielę zapustną, kiedy urządza się miejscową wersję chodzenia z&nbsp;turoniem. W&nbsp;krajach nordyckich najbardziej imprezowym dniem ostatków (''Fastelavn'') jest poniedziałek. Podobnie jest w&nbsp;Nadrenii, gdzie obchodzi się ''Rosenmontag'' (często tłumaczony jako „Różany Poniedziałek”, choć nazwa w&nbsp;rzeczywistości pochodzi od gwarowego „''roose''”, czyli „bawić się”), a&nbsp;także w&nbsp;Kornwalii, gdzie jest to Grochówkowy Poniedziałek (''Peasen Monday''), i&nbsp;w&nbsp;innych rejonach Anglii, gdzie tego dnia świętują Bitkowy Poniedziałek (''Collop Monday'', czyli dzień jedzenia bitek wieprzowych). Ale w&nbsp;większości krajów, w&nbsp;tym we Francji, apogeum karnawału to tradycyjnie ostatni możliwy dzień na zabawę, czyli Tłusty Wtorek.


Francuscy koloniści zwyczaj ten zawieźli do Ameryki, gdzie najsłynniejsza jest dziś nowoorleańska wersja Tłustego Wtorku, zwana z&nbsp;francuska ''mardi gras'' (wym.: ''mardi gra''). Kobiety z&nbsp;całych Stanów zjeżdżają się z&nbsp;tej okazji na ulicę Burbońską (''Bourbon Street'') w&nbsp;Nowym Orleanie, aby ku radości stojących na zabytkowych balkonach mężczyzn obnażyć swoje osobiste pączusie (nie mylić z&nbsp;miejscowymi ''beignets'', wym.: ''be-nie'', które są faktycznie odmianą pączków) w&nbsp;zamian za rzucane im z&nbsp;góry sznury zielonych, żółtych i&nbsp;purpurowych paciorków. Piękne święto, choć polskich pączków i&nbsp;tak nie przebije. W&nbsp;każdym razie wygląda na to, że w&nbsp;owym kulturowym tyglu, jakim są Stany Zjednoczone, doszło do pomieszania tradycji francuskiej z&nbsp;polską: Tłusty Czwartek przeniesiono na ten sam dzień, co ''mardi gras'', ale za to nowoorleańskie ''beignets'' zastąpiono polskimi ''punczkami''.
Francuscy koloniści zwyczaj ten zawieźli do Ameryki, gdzie najsłynniejsza jest dziś nowoorleańska wersja Tłustego Wtorku, zwana z&nbsp;francuska ''mardi gras'' (wym.: ''mardi gra''). Kobiety z&nbsp;całych Stanów zjeżdżają się z&nbsp;tej okazji na ulicę Burbońską (''Bourbon Street'') w&nbsp;Nowym Orleanie, aby ku radości stojących na zabytkowych balkonach mężczyzn obnażyć swoje osobiste pączusie (nie mylić z&nbsp;miejscowymi ''beignets'', wym.: ''be-nie'', które są faktycznie odmianą pączków) w&nbsp;zamian za rzucane im z&nbsp;góry sznury zielonych, żółtych i&nbsp;purpurowych paciorków. Piękne święto, choć polskich pączków i&nbsp;tak nie przebije. W&nbsp;każdym razie wygląda na to, że w&nbsp;owym kulturowym tyglu, jakim są Stany Zjednoczone, doszło do pomieszania tradycji francuskiej z&nbsp;polską: Tłusty Czwartek przeniesiono na ten sam dzień, co ''mardi gras'', ale za to nowoorleańskie ''beignets'' zastąpiono polskimi ''punczkami''.
Linia 190: Linia 190:
Wróćmy do idealnego pączka, którego opisałem u&nbsp;samej góry. Czy gdyby, zamiast lukru ze skórką pomarańczową, ozdobić go tylko cukrem pudrem, to nadal byłby pączkiem? Oczywiście, choć może nie tak dobrym. A&nbsp;gdyby go usmażyć w&nbsp;maśle zamiast w&nbsp;smalcu? Nadal pączek, przecież o&nbsp;„pączku w&nbsp;maśle” mówi się już od co najmniej XVI&nbsp;w. A&nbsp;prawda jest taka, że dzisiejsze pączki smaży się przeważnie w&nbsp;oleju rzepakowym lub palmowym i&nbsp;nie przestają być pączkami. A&nbsp;gdyby taki wyrób nadziać czymś innym niż konfitura różana? Też pączek, nawet jeśli naszprycuje się go jakimś tanim dżemem truskawkowym. A&nbsp;w&nbsp;ogóle bez nadzienia? To byłby już pączek beznadzienny, ale jednak nadal pączek…  
Wróćmy do idealnego pączka, którego opisałem u&nbsp;samej góry. Czy gdyby, zamiast lukru ze skórką pomarańczową, ozdobić go tylko cukrem pudrem, to nadal byłby pączkiem? Oczywiście, choć może nie tak dobrym. A&nbsp;gdyby go usmażyć w&nbsp;maśle zamiast w&nbsp;smalcu? Nadal pączek, przecież o&nbsp;„pączku w&nbsp;maśle” mówi się już od co najmniej XVI&nbsp;w. A&nbsp;prawda jest taka, że dzisiejsze pączki smaży się przeważnie w&nbsp;oleju rzepakowym lub palmowym i&nbsp;nie przestają być pączkami. A&nbsp;gdyby taki wyrób nadziać czymś innym niż konfitura różana? Też pączek, nawet jeśli naszprycuje się go jakimś tanim dżemem truskawkowym. A&nbsp;w&nbsp;ogóle bez nadzienia? To byłby już pączek beznadzienny, ale jednak nadal pączek…  


Co w&nbsp;takim razie decyduje o&nbsp;pączkości pączka? Czy każdy smakołyk ze smażonego ciasta można nazwać „pączkiem”? Raczej nie, w&nbsp;końcu pączek to nie to samo co faworek, racuch czy naleśnik. Ale jeśli zajrzymy do dawnych książek kucharskich, to zobaczymy, iż dawni Polacy mieli nieco większe wątpliwości co do właściwej terminologii. Weźmy na przykład rękopiśmienny zbiór przepisów z końca XVII w., którym posługiwano się na dworze książąt Radziwiłłów. W&nbsp;większej części jest to przekład niemieckiej książki pt. ''Ein Koch- und Artzney-Buch'' (''Książka kucharsko-lekarska''). Otóż anonimowy tłumacz używał słowa „pączek” wszędzie tam, gdzie w&nbsp;oryginale pojawiało się słowo „''Krapfen''”. Ale czasami sam zauważał, że z&nbsp;kontekstu wynika, iż danej potrawy nijak „pączkiem” nazwać nie można, i&nbsp;dodawał swój własny komentarz, że to przecież bardziej naleśniki niż pączki:
Co w&nbsp;takim razie decyduje o&nbsp;pączkości pączka? Czy każdy smakołyk ze smażonego ciasta można nazwać „pączkiem”? Raczej nie, w&nbsp;końcu pączek to nie to samo co faworek, racuch czy naleśnik. Ale jeśli zajrzymy do dawnych książek kucharskich, to zobaczymy, iż dawni Polacy mieli nieco większe wątpliwości co do właściwej terminologii. Weźmy na przykład rękopiśmienny zbiór przepisów z&nbsp;końca XVII&nbsp;w., którym posługiwano się na dworze książąt Radziwiłłów. W&nbsp;większej części jest to przekład niemieckiej książki pt. ''Ein Koch- und Artzney-Buch'' (''Książka kucharsko-lekarska''). Otóż anonimowy tłumacz używał słowa „pączek” wszędzie tam, gdzie w&nbsp;oryginale pojawiało się słowo „''Krapfen''”. Ale czasami sam zauważał, że z&nbsp;kontekstu wynika, iż danej potrawy nijak „pączkiem” nazwać nie można, i&nbsp;dodawał swój własny komentarz, że to przecież bardziej naleśniki niż pączki:


{{ Cytat
{{ Cytat
Linia 219: Linia 219:
Swoją drogą, nie bardzo wiem, dlaczego niemieckie „''Waffen-Krapfen''” (pączki bojowe?) stały się w&nbsp;przekładzie „pączkami księżymi”. Samo słowo „''Krapfen''” do tej pory oznacza pączka w&nbsp;dzisiejszym sensie. Ale na przykład w&nbsp;Brandenburgii, Saksonii i&nbsp;na Pomorzu Przednim na pączki mówi się „''Pfannkuchen''”, co w&nbsp;innych częściach Niemiec oznacza „naleśniki” – pozostałość po czasach, kiedy wszystkie wyroby ze smażonego ciasta wrzucano do tego samego wora.
Swoją drogą, nie bardzo wiem, dlaczego niemieckie „''Waffen-Krapfen''” (pączki bojowe?) stały się w&nbsp;przekładzie „pączkami księżymi”. Samo słowo „''Krapfen''” do tej pory oznacza pączka w&nbsp;dzisiejszym sensie. Ale na przykład w&nbsp;Brandenburgii, Saksonii i&nbsp;na Pomorzu Przednim na pączki mówi się „''Pfannkuchen''”, co w&nbsp;innych częściach Niemiec oznacza „naleśniki” – pozostałość po czasach, kiedy wszystkie wyroby ze smażonego ciasta wrzucano do tego samego wora.


W tym samym Radziwiłłowskim zbiorze obok pączków pojawiają się też „kręple”, czyli coś w rodzaju faworków. Tu już i przepis, i nazwa są wzięte prosto z niemczyzny. „Kręple” pochodziły bowiem od „''Kräppel''”, czyli „''Krapfen''” we wschodnich dialektach niemieckiego. Do dziś z tego samego źródła pochodzą „kreple”, czyli śląskie pączki, jak i „''kreplach''”, czyli żydowskie pierożki.  
W tym samym Radziwiłłowskim zbiorze obok pączków pojawiają się też „kręple”, czyli coś w&nbsp;rodzaju faworków. Tu już i&nbsp;przepis, i&nbsp;nazwa są wzięte prosto z&nbsp;niemczyzny. „Kręple” pochodziły bowiem od „''Kräppel''”, czyli „''Krapfen''” we wschodnich dialektach niemieckiego. Do dziś z&nbsp;tego samego źródła pochodzą „kreple”, czyli śląskie pączki, jak i&nbsp;„''kreplach''”, czyli żydowskie pierożki.  


Prawie sto lat po Radziłłowskim rękopisie, Wojciech Wielądko zabrał się za tłumaczenie nieco nowocześniejszej książki kucharskiej, tym razem francuskiej. Była to ''La cuisinière bourgeoise'' autorstwa Menona, czyli dosłownie „Kucharka mieszczańska”, która w&nbsp;przekładzie Wielądki dziwnie zmieniła płeć i&nbsp;stan społeczny, stając się ''Kucharzem doskonałym''. Tutaj słowo „pączek” posłużyło jako polski odpowiednik francuskiego „''beignet''” – tym razem dość bezkrytycznie, przez co „pączkami” u&nbsp;Wielądki są nawet ćwiartki jabłek smażone w&nbsp;cieście.  
Prawie sto lat po Radziłłowskim rękopisie, Wojciech Wielądko zabrał się za tłumaczenie nieco nowocześniejszej książki kucharskiej, tym razem francuskiej. Była to ''La cuisinière bourgeoise'' autorstwa Menona, czyli dosłownie „Kucharka mieszczańska”, która w&nbsp;przekładzie Wielądki dziwnie zmieniła płeć i&nbsp;stan społeczny, stając się ''Kucharzem doskonałym''. Tutaj słowo „pączek” posłużyło jako polski odpowiednik francuskiego „''beignet''” – tym razem dość bezkrytycznie, przez co „pączkami” u&nbsp;Wielądki są nawet ćwiartki jabłek smażone w&nbsp;cieście.  
Linia 251: Linia 251:
W języku francuskim do tej pory ''beignet'' może oznaczać nie tylko pączki, ale też całą gamę innych produktów ze smażonego ciasta. I&nbsp;chyba takie, stosunkowo szerokie znaczenie miał też początkowo polski „''pączek''” – mógł to być jakikolwiek wyrób, na ogół kulisty, z&nbsp;czegoś obtoczonego w&nbsp;mące lub w&nbsp;cieście i&nbsp;usmażonego w&nbsp;tłuszczu. Wśród wielu rodzajów staropolskich pączków (ale zawsze wzorowanych na zachodnich ''Krapfen'' czy ''beignets'') można znaleźć m.in. pączki workowe (kulki ciasta gotowane w&nbsp;workach, a&nbsp;dopiero potem krojone na plastry i&nbsp;smażone) czy pączki strykowe (rzadkie ciasto wyciskane na gorący tłuszcz ze strzykawki cukierniczej; być może od nich wywodzą się pensylwańskie ''funnel cakes'', czyli „ciastka lejkowe”).  
W języku francuskim do tej pory ''beignet'' może oznaczać nie tylko pączki, ale też całą gamę innych produktów ze smażonego ciasta. I&nbsp;chyba takie, stosunkowo szerokie znaczenie miał też początkowo polski „''pączek''” – mógł to być jakikolwiek wyrób, na ogół kulisty, z&nbsp;czegoś obtoczonego w&nbsp;mące lub w&nbsp;cieście i&nbsp;usmażonego w&nbsp;tłuszczu. Wśród wielu rodzajów staropolskich pączków (ale zawsze wzorowanych na zachodnich ''Krapfen'' czy ''beignets'') można znaleźć m.in. pączki workowe (kulki ciasta gotowane w&nbsp;workach, a&nbsp;dopiero potem krojone na plastry i&nbsp;smażone) czy pączki strykowe (rzadkie ciasto wyciskane na gorący tłuszcz ze strzykawki cukierniczej; być może od nich wywodzą się pensylwańskie ''funnel cakes'', czyli „ciastka lejkowe”).  


We francuskiej książce kucharskiej ''La cuisine classique'' (''Kuchnia klasyczna''), spisanej w&nbsp;połowie XIX&nbsp;w. przez Urbaina Dubois i&nbsp;Émile'a Bernarda, którzy gotowali dla polskich i&nbsp;rosyjskich arystokratów, pojawia się nawet przepis na „''beignets'' po polsku”. Ale jeśli myślicie, że chodzi tu wreszcie o&nbsp;typowe polskie pączki, to muszę Was zawieźć. Jest to raczej coś w&nbsp;rodzaju polskich krokietów naleśnikowych, tyle że na słodko.
We francuskiej książce kucharskiej ''La cuisine classique'' (''Kuchnia klasyczna''), spisanej w&nbsp;połowie XIX&nbsp;w. przez Urbaina Dubois i&nbsp;Émile’a Bernarda, którzy gotowali dla polskich i&nbsp;rosyjskich arystokratów, pojawia się nawet przepis na „''beignets'' po polsku”. Ale jeśli myślicie, że chodzi tu wreszcie o&nbsp;typowe polskie pączki, to muszę Was zawieźć. Jest to raczej coś w&nbsp;rodzaju polskich krokietów naleśnikowych, tyle że na słodko.


{{ Cytat
{{ Cytat
Linia 298: Linia 298:
  }} }}
  }} }}


Kto wie, może stąd właśnie wzięły się wspomniane wyżej ''Waffen-Krapfen''? Istnieje zresztą legenda o pruskim kucharzu wojskowym, który wynalazł pączki zainspirowany kształtem kuli armatniej. Ale już za życia Kitowicza (1728–1804) zaczęły się w&nbsp;Polsce pojawiać pączki drożdżowe, których puszystość musiała na konsumentach dawnych „pączków bojowych” zrobić nie lada wrażenie.  
Kto wie, może stąd właśnie wzięły się wspomniane wyżej ''Waffen-Krapfen''? Istnieje zresztą legenda o&nbsp;pruskim kucharzu wojskowym, który wynalazł pączki zainspirowany kształtem kuli armatniej. Ale już za życia Kitowicza (1728–1804) zaczęły się w&nbsp;Polsce pojawiać pączki drożdżowe, których puszystość musiała na konsumentach dawnych „pączków bojowych” zrobić nie lada wrażenie.  


{{Cytat
{{Cytat
Linia 305: Linia 305:


[[File:Smażenie pączków (fragm.).jpg|thumb|upright|Smażenie pączków w&nbsp;warszawskiej cukierni Bliklego w&nbsp;1978&nbsp;r.]]
[[File:Smażenie pączków (fragm.).jpg|thumb|upright|Smażenie pączków w&nbsp;warszawskiej cukierni Bliklego w&nbsp;1978&nbsp;r.]]
I tak, pod koniec XVIII&nbsp;w., pączki wyewoluowały wreszcie do postaci przypominającej pączki, jakie znamy obecnie. Pączki, które spełniają poniższą definicję, najtrafniejszą, jaką znam, a zaproponowaną przez panią Heather Delauncey Hunwick, kanadyjsko-australijską specjalistkę od tego typu przysmaków:
I tak, pod koniec XVIII&nbsp;w., pączki wyewoluowały wreszcie do postaci przypominającej pączki, jakie znamy obecnie. Pączki, które spełniają poniższą definicję, najtrafniejszą, jaką znam, a&nbsp;zaproponowaną przez panią Heather Delauncey Hunwick, kanadyjsko-australijską specjalistkę od tego typu przysmaków:


{{Cytat
{{Cytat
Linia 325: Linia 325:


{{ Cytat
{{ Cytat
| Wsypawszy do rondelka kwart dwie suchej marymońskiey mąki, zrobić w środku jamkę, do której wlewa się pół kwaterki gęstych białych drożdży i&nbsp;kwaterkę ciepłego mleka; rozrobiwszy to z&nbsp;małą ilością mąki, stawi się w&nbsp;ciepłym miejscu na pół kwadransa. Gdy zaczną drożdże podchodzić, wbić należy wówczas dwanaście żółtków, wlać kwaterkę masła klarowanego, wsypać tyleż cukru miałko tłuczonego, skórki cytrynowej drobno siekanej, nieco tłuczonej kordymonii lub badianu [tj. anyżku]. Rozrabiać to ciasto drewnianą łopatką, dodając po trochę ciepłego mleka tyle, aby ciasto nie było rzadkie. Wybiwszy dobrze, postawić w&nbsp;ciepłym miejscu, gdy wyrośnie, wybić go należy raz powtórny. Tak przygotowane ciasto wykłada się na stolnicę, która powinna być wysypana mąką; rozwałkowawszy go wałkiem na pół cala grubini, kraje się w&nbsp;pasy szerokości na cztery cale. Pasek jeden smaruje się rozbitymi jajami i&nbsp;nakłada się na niego po trochę powideł lub konfitur wyciśniętych z&nbsp;ulepu; przykrywszy drugim pasem ciasta te konfitury, wyciska się wówczas blaszaną foremką. Zrobiwszy tym sposobem tyle pączek, ile potrzeba, przykrywają się serwetą; a&nbsp;gdy podejmą, obracają się na drugą stronę; skoro poleżą przez kilka minut, spuszczają się do wrzącej tłustości, którą należy przykryć pokrywą; gdy ze spodu zaczną brać kolor złotawy, przewracają się na drugą stronę, przykrywa się rondel znowu. Skoro zupełnie będą gotowe, wyjmują się durszlakową łyżką, osypują się dobrze miałko tłuczonym cukrem z&nbsp;cynamonem i&nbsp;dają się gorące do stołu.
| Wsypawszy do rondelka kwart dwie suchej marymońskiey mąki, zrobić w&nbsp;środku jamkę, do której wlewa się pół kwaterki gęstych białych drożdży i&nbsp;kwaterkę ciepłego mleka; rozrobiwszy to z&nbsp;małą ilością mąki, stawi się w&nbsp;ciepłym miejscu na pół kwadransa. Gdy zaczną drożdże podchodzić, wbić należy wówczas dwanaście żółtków, wlać kwaterkę masła klarowanego, wsypać tyleż cukru miałko tłuczonego, skórki cytrynowej drobno siekanej, nieco tłuczonej kordymonii lub badianu [tj. anyżku]. Rozrabiać to ciasto drewnianą łopatką, dodając po trochę ciepłego mleka tyle, aby ciasto nie było rzadkie. Wybiwszy dobrze, postawić w&nbsp;ciepłym miejscu, gdy wyrośnie, wybić go należy raz powtórny. Tak przygotowane ciasto wykłada się na stolnicę, która powinna być wysypana mąką; rozwałkowawszy go wałkiem na pół cala grubini, kraje się w&nbsp;pasy szerokości na cztery cale. Pasek jeden smaruje się rozbitymi jajami i&nbsp;nakłada się na niego po trochę powideł lub konfitur wyciśniętych z&nbsp;ulepu; przykrywszy drugim pasem ciasta te konfitury, wyciska się wówczas blaszaną foremką. Zrobiwszy tym sposobem tyle pączek, ile potrzeba, przykrywają się serwetą; a&nbsp;gdy podejmą, obracają się na drugą stronę; skoro poleżą przez kilka minut, spuszczają się do wrzącej tłustości, którą należy przykryć pokrywą; gdy ze spodu zaczną brać kolor złotawy, przewracają się na drugą stronę, przykrywa się rondel znowu. Skoro zupełnie będą gotowe, wyjmują się durszlakową łyżką, osypują się dobrze miałko tłuczonym cukrem z&nbsp;cynamonem i&nbsp;dają się gorące do stołu.
| źródło = {{Cyt  
| źródło = {{Cyt  
  | nazwisko = Szyttler
  | nazwisko = Szyttler
Linia 361: Linia 361:
  }}
  }}


{{Nawigacja|poprz=Kuchnia staropolska dla początkujących|nast=Z wizytą w Soplicowie: W kuchni Wojskiego}}
{{Nawigacja|poprz=Kuchnia staropolska dla początkujących|nast=Z wizytą w&nbsp;Soplicowie: W&nbsp;kuchni Wojskiego}}
{{Komentarze}}
{{Komentarze}}


[[Kategoria: Jabłka w cieście]]
[[Kategoria: Krokiety]]
[[Kategoria: Pączki]]
[[Kategoria: Pączki]]
[[Kategoria: Śledź]]
[[Kategoria: Przepisy]]
[[Kategoria: Bolesław Chrobry]]
[[Kategoria: Bolesław Chrobry]]
[[Kategoria: Émile Bernard]]
[[Kategoria: Émile Bernard]]
Linia 379: Linia 383:
[[Kategoria: Nowożytność]]
[[Kategoria: Nowożytność]]
[[Kategoria: XIX wiek]]
[[Kategoria: XIX wiek]]
[[Kategoria:Krokiety]]
[[Kategoria:Śledź]]
[[Kategoria:Przepisy]]


[[en:Packages of Goodness]]
[[en:Packages of Goodness]]